«Białoruś otworzyła przede mną drzwi»: historia kubańczyka Perciego, który znalazł miłość i dom w Mińsku

Published:
Updated:

Percy Castro przyjechał na Białoruś pięć lat temu z słonecznej Kuby, nie znając ani słowa po rosyjsku. Dziś jest znanym piosenkarzem i choreografem, mężem białoruskiej dziewczyny i człowiekiem, który odnalazł tu swój drugi dom.

Wyspa młodości i pożegnanie z ojczyzną

Percy urodził się i wychował na Kubie, na wyspie zwanej Isla de la Juventud (Wyspa Młodości) — niewielkiej wysepce niedaleko Hawany. Mieszkała tam jego rodzina: rodzice, siostra, babcia i ciocia.

„Bardzo lubiłem tę wyspę: morze, którego wciąż wspominam z tęsknotą, i intensywne słońce. To zupełnie inne niż życie w wielkim mieście, ale tam uczysz się kochać życie w inny sposób” — opowiada Percy.

W ojczyźnie pracował jako zawodowy tancerz i choreograf, uczył tańców narodowych w szkole. Jednak sytuacja gospodarcza na Kubie skłoniła go do rozważań o zmianie miejsca.

Zdjęcie z internetu

„Teraz na Kubie jest trudny czas. Wiele osób chce choć trochę zmienić swoje życie albo wyjechać do innego kraju, żeby pracować i pomagać rodzinom, które zostały na Kubie” — wyjaśnia.

Dlaczego akurat Białoruś?

Wydawałoby się, że bardziej logiczne byłoby pojechać na Florydę czy do Europy — są przecież bliżej Karaibów. Tymczasem Percy wybrał Białoruś.

„Mieliśmy przyjaciela, który studiował tu, na Białorusi. Opowiedział mi o programie dla obcokrajowców chcących uczyć się języka rosyjskiego. Tak trafiłem tutaj” — wspomina Percy.

Wtedy on nie mówił ani po rosyjsku, ani po angielsku — tylko po hiszpańsku i trochę po włosku.

„Przyjechałem, nie znając ani jednego słowa po rosyjsku. Teraz, oczywiście, nie mówię perfekcyjnie, ale wyobraźcie sobie, jak to wtedy było!” — śmieje się.

Znajomi na Kubie kręcili palcem w skroni: „Jesteś szalony! Jak możesz tak zrobić?” Ale Percy był zdeterminowany: „Jadę i wszystko będzie dobrze”.

Szok pierwszej zimy

Percy przyleciał na Białoruś w kwietniu 2022 roku. Pierwsze, co zauważył po wyjściu z lotniska, to zimno.

Źle się ubrałem. Bardzo źle! Dopiero teraz rozumiem, jak źle wtedy wyglądałem. Na Kubie po prostu nie ma kultury ubierania się na zimę” — przyznaje.

Przywitali go pracownicy szkoły, wsadzili do samochodu i zawieźli do Mińska. Percy patrzył przez okno i nie mógł uwierzyć: takie duże miasto, wszystko takie dalekie!

„Kiedyś ciężko było mi chodzić pieszo nawet trzydzieści minut. Teraz — wszystko w porządku, przyzwyczaiłem się. Ale wtedy wszystko wydawało się ogromne i odległe” — opowiada.

Najtrudniejsze okazało się nie to, lecz bariera językowa i konieczność całkowitej przebudowy sposobu myślenia.

„Zmienić głowę, zmienić kulturę, zmienić sposób myślenia — to bardzo ciężkie. I to długi proces” — mówi Percy.

Taniec, śpiew i latynoski rytm

Dziś Percy pracuje jako piosenkarz i choreograf. Uczy salsy, kubańskich i afrykańskich tańców — tych żywych i energetycznych, które tak bardzo podobają się na Białorusi.

„Mamy w repertuarze piosenki latynoamerykańskie: Ricky’ego Martina, Juanesa. I, oczywiście, dwie piosenki po rosyjsku, które trochę przerobiliśmy — dodaliśmy im latynoskiego rytmu” — opowiada o swoim repertuarze.

Na pytanie, czy to prawda, że wszyscy Kubańczycy ciągle tańczą i śpiewają, Percy się śmieje: „Tak, tacy jesteśmy! Turyści zawsze pytają: jak możecie się tak bawić, skoro macie tyle problemów? Ale tacy już jesteśmy. To nasza mentalność. Jeśli nic nie mogę zmienić, po co się martwić? Trzeba po prostu iść dalej i żyć dalej”.

„Białorusini są jak termos”

Percy od dawna uczy Białorusinów tańca i dobrze poznał ich charakter.

„Istnieje stereotyp, że Białorusini są posępni i zamknięci. Z mojego doświadczenia mogę jednak powiedzieć, że Białorusin to jak termos. Z zewnątrz wydaje się chłodny, ale gdy go otworzysz, zobaczysz gorącą osobę. Osobę pełną emocji, bardzo sentymentalną, inteligentną” — mówi.

Oczywiście nie wszyscy uczniowie od razu otwierają się na parkiecie, ale muzyka robi swoje.

„Nasza muzyka ma jedną zaletę: ustawiasz rytm — i wszyscy zaczynają się ruszać. Nieważne, że kultura białoruska i kubańska są bardzo różne. Gdy pojawia się energia, wszyscy ją wyczuwają. Na naszym ostatnim koncercie był dziadek, miał 89 lat. Siedział i siedział, a kiedy zaczęliśmy grać, wstał i zaczął tańczyć! Wszyscy się śmiali, bo najpierw wydawało się, że nie podoła. A on to zrobił! To było takie piękne! Bardzo lubię taką reakcję na moją kulturę” — opowiada Percy z dumą.

Historia miłości: 9 miesięcy korespondencji bez spotkania

Z przyszłą żoną Percy poznał się… w komunikatorze. Po przyjeździe do kraju szukał na WhatsAppie osób mówiących po hiszpańsku, żeby nie czuć się osamotnionym. Zobaczywszy profil dziewczyny pracującej przy festiwalu, napisał: „Cześć, jestem Kubańczykiem, zatańczymy?”.

Przez dziewięć miesięcy pisali do siebie, nie widząc się na żywo ani razu. Potem ona napisała: „Jestem teraz w Hiszpanii, tam gdzie mieszka twoja mama. Mogę przekazać ci od niej paczkę”. Tak doszło do ich pierwszego spotkania. Rozmawiali przez tłumacza, ale to zadziałało. „Początkowo nie planowałem tu zakładać rodziny, ale tak się stało. Jesteśmy małżeństwem już od dwóch lat” — uśmiecha się Percy.

W ich codziennym życiu połączyły się dwie kultury. Percy nauczył żonę gotować prawdziwy kubański ryż, a sam zakochał się w białoruskiej solance i barszczu.

„Jutro” kontra „teraz”

Percy zauważył kluczową różnicę w mentalności: „U Kubańczyków jest słowo ‘mañana’ (jutro). Ciągle wszystko odkładamy, w przeciwieństwie do Białorusinów. I jeśli kiedyś mówiłem ‘jutro’, to teraz myślę: ‘Nie, dzisiaj!’ Stałem się bardziej zorganizowany”.

Objechał Brześć, Grodno i Mohylew, zauważając, że w regionach życie płynie wolniej i to mu odpowiada. Na pytanie o stereotypy dotyczące Kuby (brak internetu, braki w zaopatrzeniu) odpowiada szczerze: internet jest, ale drogi i ograniczony; prywatne sklepy się pojawiły, ale ze względu na inflację ceny w nich są dwukrotnie wyższe niż miejscowe pensje.

Na Białorusi, jak mówi, wszystkiego jest pod dostatkiem, a co najważniejsze — tu jest bezpiecznie.

„Gdy mieszkasz w kraju, który nie jest tak bezpieczny, zaczynasz bardzo to doceniać i rozumiesz, jak bardzo to ważne” — mówi.

„Białoruś otworzyła mi drzwi”

Percy przyznaje, że stał się innym człowiekiem.

„Pewnie wszystko się zmieniło. Przede wszystkim mentalność. Kiedyś mówiłem: „jutro, pojutrze”. A teraz myślę: „dzisiaj!”. Stałem się bardziej zorganizowany. To wszystko otrzymałem tutaj, na Białorusi” — mówi.

Początkowo nie planował zostawać na stałe, ale teraz jego zdanie się zmieniło.

„Jeszcze nie mówię po rosyjsku idealnie, ale się uczę i poprawiam. Potrafię rozmawiać z ludźmi, znaleźć pracę, załatwić sprawy domowe bez pomocy. Kiedyś nie dawałem rady sam albo potrzebny mi był telefon z tłumaczem. To bywa bardzo trudne, brakuje cierpliwości” — wyjaśnia.

Na pytanie, czy stał się trochę Białorusinem, Percy odpowiada z uśmiechem:

„Białoruś to mój drugi dom. Pierwszy — Kuba, której zawsze będę wdzięczny. Ale Białoruś otworzyła mi drzwi, żebym mógł robić to, co robiłem na Kubie: pracować jako piosenkarz, uczyć tańca. Bardzo się cieszę, że Białoruś przyjęła mnie z otwartymi ramionami”.

Percy nie planuje nigdzie wyjeżdżać. Znalazł tu pracę, miłość, przyjaciół i siebie samego. I chociaż tęskni za kubańskim słońcem i morzem, jego serce teraz bije w rytmie dwóch kultur — gorącej kubańskiej salsy i spokojnej białoruskiej liryki.

You may also like