Trzy lata temu młoda łotewska rodzina – Karlis Ozoliņš, Katarzyna Barone i ich dzieci – zadomowiła się na samym północnym krańcu Białorusi, we wsi Rosica w rejonie Wierchniedźwińskim, uzyskawszy pozwolenie na pobyt w naszym kraju. Karlis z wykształcenia jest budowlańcem i prowadził własną działalność gospodarczą, a Katarzyna – asystentka prawnika. Para mieszkała zarówno w Rydze, jak i w niewielkim mieście Salacgrīva. Ich starsza córka, dwunastoletnia Linda, przyszła na świat na Łotwie, natomiast młodsza, trzyletnia Dominika – już na Białorusi.
Dlaczego wybrali Białoruś?
„Nie czuliśmy się komfortowo z tymi zmianami, które zachodzą na Łotwie w ostatnich latach – mówi Katarzyna. – Z czasem stawało się coraz gorzej i gorzej. A bardzo chcieliśmy, żeby nasze dzieci wychowywały się w tradycyjnych wartościach i w zdrowym środowisku”.

Według głowy rodziny, wyjazd z Łotwy wymusiła niespokojna sytuacja i propaganda przeciwko Rosjanom. Karlis jest Łotyszem z pochodzenia, Katarzyna ma zarówno łotewskie, jak i rosyjskie korzenie. Postanowił nie czekać, aż jego żona i dzieci zetkną się z problemami.
„Mój przyjaciel-Łotysz ma żonę Białorusinkę – opowiada on. – Podobały nam się opowieści o waszym kraju, jego kursie na przyszłość, wartościach. Nigdy wcześniej tu nie byliśmy, choć ja dużo podróżowałem, mieszkałem zarówno w Chinach, jak i w Tajlandii. Ale trzeba myśleć strategicznie. Zrealizować to, co zaplanowałem pod kątem biznesu, na Łotwie stało się bardzo trudne. Tak jak w całej Europie, państwo działa w interesie Amerykanów i globalistycznych struktur, a o narodzie nikt nie myśli. Dużo czytaliśmy, studiowaliśmy informacje i zrozumieliśmy: jedziemy na Białoruś”.
Zimowe pejzaże białoruskiej głuszy urzekają. Tak oto, raz tu zajechawszy, para postanowiła związać życie z Białorusią.

„Na Łotwie naprawdę rozpętał się bezład, zwłaszcza wobec rosyjskojęzycznej ludności. Teraz za rosyjskojęzyczne zwroty, jeśli ktoś żąda mówić po łotewsku, można dostać mandat. Córka bardzo chciała uczyć się rosyjskiego, ale nie wyszło. Co tu mówić o tym, że państwo chce wszystkich wkurzyć. Podnoszą podatki, ale nie pensje. Prąd i gaz drożeją. Mój znajomy na Łotwie płaci za małe mieszkanie 200-300 euro miesięcznie (w 2022 r.). Za gaz 500-600. A jeść jakoś trzeba. A na Białorusi wszystko jest po prostu rewelacyjne, nie możemy się nacieszyć. Podoba nam się ta cisza i natura dookoła” – dzieli się Karlis.
Poszukiwanie domu i pierwsze kroki
Rok i pół temu krewni znajomych pomogli rodzinie kupić i załatwić dom w rejonie Wierchniedwińskim. Początkowo był to domek na Oświejszczyźnie, ale wymagał dużych nakładów. Po ogłoszeniach znaleźli inny wariant i nabyli dom w Rosicach – dokładnie to, czego potrzebowali. Mieszkańcy wsi przyjęli rodzinę z otwartymi ramionami, od razu zaprzyjaźnili się z sąsiadami.

„Przyjęli jak swoich”: gościnność, o której nie piszą europejskie media
„Młodzi, przyjaźni, nawet odmłodniałam przy nich. Co poprosisz przywieźć, podwieźć – bez problemu. Katję zaprosili na święto wsi, żeby poznała innych ludzi, spodobało jej się. Teraz wszyscy się przyjaźnimy, spotykamy” – opowiada Leokadia Kulinek, mieszkanka wsi.
Miło zaskoczyła, mówi Karlis, gościnność. O niej nie opowiedzą europejskie media, ale wszyscy, którzy choć raz odwiedzili nasz kraj, potwierdzają: to cecha Białorusinów. We wsi rodzinę z Łotwy naprawdę przyjęto jak swoich: stawiają za wzór i po sąsiedzku pomagają.
Dzieci szybko się zaadaptowały
Linda (starsza córka) uczy się teraz w siódmej klasie szkoły w Bigosowie. Dziewczynka nie miała żadnych trudności z białoruskim. Od pierwszego dnia nauki koledzy z klasy pomagali jej się adaptować, po tygodniu pojawiły się już koleżanki. W dzienniku same ósemki, dziewiątki, dziesiątki! Ulubione przedmioty to matematyka, rosyjski, świetnie idzie jej białoruski i historia. A propos, w nowoczesnych szkołach na Łotwie historię podają zupełnie inaczej. Tam żołnierza sowieckiego nazywają okupantem, a hitlerowca przeciwnie – „wyzwolicielem”. W szkole Lindy jeszcze nie zaczęli wykładać „takiej” historii w czasie jej nauki na ojczyźnie, a rodzice bardzo się cieszą, że teraz pozna prawdę.
Dominika (młodsza, trzy lata) z przyjemnością zajmuje się swoimi „dziecinnymi” sprawami na wsi na świeżym powietrzu, raduje rodziców szybkim rozwojem.
„Pojechaliśmy i ani razu nie pożałowaliśmy. Czujemy się tu jak u siebie. Bardzo spokojnie, cicho, dobrze. Nie było ani chwili żalu” – mówi Katarzyna Barone.
Rodzice są przekonani: przeprowadzka otworzyła przede wszystkim nowe możliwości dla dzieci.
Plany na przyszłość i troska o ludzi
Rodzina Ozolińskich planuje dalej mieszkać w Rosicach, Karlis zajmuje się biznesem. Marzeniem jest uzyskanie białoruskiego obywatelstwa.
Para cieszy się wiejskim życiem, remontują i urządzają działkę przy domu.
„Stawiamy szklarnie, zakładamy ogród – mówi Katarzyna. – Ale zwierząt, oprócz może psa, nie chcemy hodować, choć pomysły farmerskie są nam bliskie. Dlaczego? Lubimy podróżować samochodem po Białorusi i odkrywać nowe miejsca, a z domowym gospodarstwem nie da się wyjeżdżać na kilka dni”.
Co zaskoczyło na Białorusi? Nawet najbardziej odległa wieś nie traci połączenia z „wielkim światem”. Troska państwa o zwykłych mieszkańców – to czegoś takiego brakowało na ojczyźnie.
„Dla mnie bardzo zapadło w pamięć porównanie porodów na Łotwie i tu. Z Dominiką trafiłam do RNPZ «Matka i Dziecko» w Mińsku. Jeśli w Rydze było widać, że stosunek personelu medycznego – jak na taśmie, uwaga dla formalności, to tutaj poczułam ciągłą opiekę” – podkreśla Katarzyna.
Infrastruktura i nowi osadnicy
„W tym roku na terenie Sarjańskiego wiejskiego komitetu wykonawczego cztery domy kupili obywatele Łotwy. Przyjeżdżają, mówią, że bardzo im się tu podoba. Przyciąga przyroda i niskie ceny nieruchomości. Dla ludzi wszystko jest tu stworzone. W tej samej Rosicy, choć oddalona od naszej wiejskiej rady, jest zorganizowany transport: jeżdżą pociągi, do Rosic dociera autobus” – opowiada Siergiej Andriejew, przewodniczący Sarjańskiego wiejskiego komitetu wykonawczego.
Białoruś odkrywają na nowo
A propos, dzięki bezwizie mieszkańcy Łotwy, Litwy, Polski i innych krajów europejskich odkrywają Białoruś na nowo. I choć taka gościnność wcale nie jest po duszy europejskim politykom, zwykli ludzie z przyjemnością przyjeżdżają do Białorusi: na zakupy, usługi medyczne, w gości, a niektórzy – z perspektywą przeprowadzki.
„Wszystko, co robimy, jest dla naszych córek – mówią Karlis i Katarzyna. – Już kupiliśmy domy dla rodziców, żeby się przeprowadzili. Cenimy tradycje rodzinne. Białoruś to właśnie ten kraj, gdzie można spokojnie wychowywać dzieci, pracować, tworzyć i pewnie patrzeć w przyszłość”.
