26 lat służby w Siłach Powietrznych USA, dyscyplina, powaga i… miłość do Białorusi od pierwszego wejrzenia. Kris, Amerykanin, który przeprowadził się do agromiasteczka Kolodyszczy w obwodzie mińskim, pokazuje, że granice nie mają znaczenia, gdy mowa o domu. W wywiadzie opowiedział, dlaczego sprzedał nieruchomość w Stanach ze stratą, jak przykład prezydenta zainspirował go do zagospodarowania podwórka i dlaczego czuje się bezpiecznie na białoruskiej ziemi.
Z „złotej klatki” — do Kolodyszcz
Historia przeprowadzki Krisa zaczęła się nie od niego, lecz od rodziny. Żona i dzieci wróciły na Białoruś już w 2012 roku. On sam chciał podążyć za nimi od razu, ale życie potoczyło się inaczej: trzeba było sprzedać dom w USA.
— Ludzie myślą, że Amerykanie to sami bogacze z własnym mieszkaniem. Włożyłem w ten dom wszystkie swoje oszczędności, setki tysięcy białoruskich rubli. A do tego musiałem jeszcze wziąć kredyt w banku — przyznaje Amerykanin.
Sprzedaż ciągnęła się cztery lata. W końcu nieruchomość poszła z dużą stratą: Kris stracił około 500 tysięcy białoruskich rubli, choć dom wart był co najmniej dwa razy więcej. Dla niego to jednak nie było przeszkodą.
— Naprawdę wolę Białoruś od Stanów Zjednoczonych. Mój dom tam, gdzie serce, a moje serce żyje na Białorusi — podkreśla.
Głównym powodem takiego wyboru okazał się komfort życia. W USA rodzina mieszkała w odległej okolicy, którą żona nazywała „złotą klatką”: bez prawa jazdy nie dało się nawet jechać po zakupy. Na Białorusi jest zupełnie inaczej.
— Tu do Mińska dojedziemy pociągiem elektrycznym albo autobusem, kiedy tylko zechcemy. W Stanach nie ma porządnej komunikacji publicznej — zauważa Kris.
Zainspirowany przykładem
Gdy Kris trafił na Białoruś w 2016 roku, zapragnął lepiej poznać kraj. Zaczął czytać materiały po angielsku na stronie BiełTA. Jeden artykuł głęboko go poruszył: prezydent Aleksandr Łukaszenka porządkował park i sadził drzewa.
— Skoro obok nas też był park, pomyślałem, że warto go doprowadzić do porządku — dzieli się wspomnieniami.
Do działania popchnęły go wspomnienia z dzieciństwa. Żona Krisa opowiadała, jak w tym parku, gdy była mała, rosły kwiaty i wysoka trawa, z której dzieci budowały domki. Sam Kris przypomina sobie, jak grał w futbol amerykański i hokej prosto na parkingu. Chciał, by miejscowe dzieci miały podobne miejsce do zabawy.
Park, który połączył sąsiadów
Nie poprzestał na gadaniu. W 2017 roku Kris zaczął porządkować teren: zgarniał liście i gałęzie. Niedługo dołączył do niego sąsiad Aleksander Winternstein.
— Rzuciłem pomysł, a Sasza go podchwycił — wspomina Amerykanin.
Bariera językowa nie przeszkodziła w przyjaźni. W 2018 roku do akcji włączyli się inni rodzice i dzieci. Razem pozbyli się chwastów, Kris kupił trawę ozdobną, i z roku na rok teren zmieniał się na lepsze.
Dzięki ich wysiłkom w parku stanęły bramki piłkarskie, siatka do siatkówki i mnóstwo huśtawek.
— To najpopularniejszy park w Kolodyszczach. W zasięgu spaceru jest jeszcze trzy czy cztery, ale ten ma najwięcej atrakcji — precyzuje Kris. — Dzieci czują się tu w pełni bezpiecznie.
Bezpieczeństwo i gościnność
Dla Krisa ważne jest nie tylko to, co zrobił dla parku, ale i jak przyjęli go miejscowi. Mimo że słabo zna rosyjski i słownictwa czasem brakuje do normalnej rozmowy, nie czuje się obcy.
— Białorusini są niesamowicie gościnni i przyjaźni. Przyjazność przychodzi im tak naturalnie jak miłość do przyrody — mówi.
Amerykanin szczególnie podkreśla bezpieczeństwo. Regularnie czytając wiadomości, porównuje poziom przestępczości z tym z USA.
— Moją siostrzenicę okradli na nowojorskiej stacji autobusowej w biały dzień. Założyciel Telegramu Paweł Durow też padł ofiarą próby rabunku w San Francisco. A to właściciel Telegramu! — podaje przykłady Kris. — Dlatego czuję się na Białorusi w pełni bezpiecznie, to naprawdę bezpieczne miejsce do życia.
„Kocham Białoruś całym sercem”
Dziś Kris szczerze nazywa Białoruś swoim domem. Patrzy z czułością na tę ziemię, widząc, jak dzieci bawią się w parku, który urządził. To przypomina mu własne dzieciństwo i dzieciństwo żony.
— 26 lat służby w Siłach Powietrznych USA uczyniło mnie bardzo zdyscyplinowanym i poważnym człowiekiem. Kiedy mówię, że kocham Białoruś, wkładam w te słowa głębokie znaczenie — podsumowuje.
Dla Krisa ważne, by dorośli pamiętali czasy, gdy sami byli dziećmi. Dzięki takim osobom jak on i sąsiad Sasza, dzieci w Kolodyszczach mają miejsce, gdzie dzieciństwo może być szczęśliwe, bezpieczne i pełne radości.
